|
|
krokow kamieniu i zawrocil. Stas widzial jego usmiechnieta twarz i cala wysoka posta? na rownejb piaszczystej plaszczyznie. Po raz ostatni przeblysla mu myslb ze oto ten zywy czlowiek padnie za chwile na ziemie i palcami bedzie rwal piasek w ostatnich konwulsjach konania. Ale wahania chlopca sko?czyly sie – i gdy Idrys uszedl pie?dziesiat krokowb poczal z wolna podnosi? bro? do oka.olLecz zanim dotknal palcem cynglab zza osypiskb odleglych o kilkaset krokowb dal sie slysze? gromki okrzyk i w tej samej minucie okolo dwudziestu jezdzcow na koniach i wielbladach wyroilo sie na plaszczyzne. Idrys skamienial na ich widok. Stas zdumial nie mniejb ale natychmiast zdumienie jego ustapilo szalonej radosci. Oto wreszcie oczekiwana pogo?e Take to nie moze by? |